Powóz zatrzymał
się przed okazałą posiadłością. Dwupiętrowa, z bogatymi
zdobieniami i pokaźnym ogrodem. Przed jej wyjściem stał, na oko
11-letni chłopiec, a obok niego wysoki mężczyzna. Panie wyszły z
powozu i przywitały się. Służąca spojrzała w oczy stojącego
naprzeciw niej czarnowłosego mężczyźnie. Dopiero teraz mogła się
mu dokładnie przyjrzeć. Patrzyła w brązowe oczy z lekkimi
czerwonymi błyskami. Miał czarne włosy, których pojedyncze
kosmyki opadały mu na jasne czoło. Dziewczynie przeszło przez
myśl, czy nie byłyby takie miękkie i delikatne w dotyku na jakie
wyglądały. Sprzedała sobie mentalny policzek. Przeniosła swój
wzrok na chłopca stojącego obok. Miał ciemne włosy, z granatowymi
refleksami. Ale uwagę pokojowej zwróciły jego oczy, a raczej jedno
oko o niezwykle niebieskiej barwie. Drugie miał zasłonięte czarną
opaską. Wzbudziło to u niej pewne podejrzenia. Jeszcze raz
spojrzała na mężczyznę. Chłopiec w czasie jej obserwacji
przywitał się z jej panią i zaprowadził je do środka. Czekała
tam na nich cała reszta służby złożonej z pokojówki, ogrodnika,
kucharza i jeszcze jednego lokaja. Niebieskooki poprosił je do
salonu, a czarnowłosy kazał w tym czasie zanieść ich bagaże do
ich pokoi. Salon okazał się dużym, ładnie urządzonym
pomieszczeniem. Blondynka spojrzała pewnie na chłopca.
-Dostałeś list od
Królowej?
-Tak i niezbyt
podoba mi się ten pomysł.-jego głos, mimo młodego wieku, był
władczy i wyrażał wielką dumę.-Ale skoro tego życzy sobie Jej
Wysokość, to ja nie mam nic do gadania.
-Mnie też się to
nie podoba Ciel, ale w sumie cieszę się. Zawsze lubiłam tu
przyjeżdżać.-uśmiechnęła się lekko.
-Dobrze, że ty, a
nie ktoś inny. A właśnie, Livenna jak się czujesz?-dziewczyna
pokręciła głową.
-Mówiłam byś
używał skróconej wersji mojego imienia. Liv brzmi dużo lepiej niż
Livenna. A odpowiadając. Czuję się już lepiej. Ciocia Ann się
mną zajmowała, więc rany szybko się goją.-nagle coś sobie
przypomniała.-Przepraszam, nie przedstawiłam jeszcze mojej
służącej. To Anna Sutcliff, moja nowa pokojowa.
Służąca się
lekko ukłoniła. Spojrzała wyczekująco na lokaja, który dalej się
nie przedstawił. Jakby czytając w jej myślach, ukłonił się
przed nimi.
-Jestem Sebastian
Michaelis, lokaj panicza.
Nagle zrozumiała
co nie pasowało jej w mężczyźnie. Odsunęła się gwałtownie,
rozpoznając czerwone, ironiczne kurwiki w oczach. Wiedziała już
dlaczego czuła niepokój, gdy na niego patrzyła. Wszyscy zauważyli
jej reakcję. Hrabia i hrabina patrzyli na nią ze zdziwieniem, a
lokaj uśmiechał się ironicznie. Odpowiedziała mu tym samym.
-Nie przypuszczałam,
że spotkam kogoś takiego jak ty.-powiedziała drwiąco.
-Nie wiem, o czym
pani mówi.
-Nie igraj ze
mną.-zignorowała oburzone spojrzenie blondynki.-Walczę z wami dośc
długo, by was rozpoznać.
-Rety, rety. W takim
razem, kim jestem?
-Demonem.-odpowiedziała
pewnie.
-Nie myślałem, że
tak szybko to odkryjesz. Nie jesteś zwykłą dziewczyną, czyż
nie?-stanął naprzeciw niej i zmierzył ją spojrzeniem.-Wielka
shinigami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz