Dziewczyna
złapała się odruchowo za głowę. Cicho jęknęła, czując
nieprzyjemny uścisk na brzuchu w okolicy rany. Otworzyła powoli
oczy, ale zaraz je zamknęła, oślepiona zachodzącym słońcem.
- O.
Już się obudziłaś. - Podniosła trochę wzrok. Spojrzała w
czerwone tęczówki demona.
-
Czemu to ja muszę mdleć? - Spytała retorycznie, ponownie zamykając
oczy. W jego ramionach było jej wygodnie i ciepło. Nie chciała ich
opuszczać.
Zapanowała
między nimi cisza. Bardziej napięta i niekomfortowa niż
dotychczas. To przez ten pocałunek. Tylko co się zmieniło? Żadne
nie potrafiło odpowiedzieć sobie na to jedno pytanie. Shinigami
odetchnęła głęboko, czując dusze Ciela i Livenny, wyróżniające
się spośród innych. Doskonale zdawała sobie sprawę, że
Sebastian także ich czuje.
-
Postaw mnie na ziemi. - Powiedziała cicho. - Nie mogę się tak
pokazać.
-
Czy twoje rany leczą się tak, jak moje? - Zignorował ją i dalej
szedł prosto.
-
T-tak… Raczej tak… - Wtuliła twarz w jego koszulę. Poczuła
ledwo wyczuwalny zapach przypraw korzennych i róż.
- Za
chwilę będziemy na miejscu. - Stwierdził i przyspieszył kroku.
Przed
nimi rozpościerało się duże, barwne miasto. Uliczki i budynki
były przystrojone w girlandy i kwiaty. Wyglądało jakby trwał
jakiś festyn. Mijane przez nich dusze były uśmiechnięte i
roześmiane. Oboje spojrzeli na siebie i zaczęli się rozglądać za
kuzynostwem. Po paru minutach zauważyli ich siedzących na jakiejś
ławce. Blondynka podniosła na nich wzrok i słodko się
uśmiechnęła.
-
Wyglądacie uroczo~ - Cicho jęknęła, słysząc swój przesłodzony
głosi ukryła twarz w dłoniach. - Zabijcie mnie teraz…
Demon
podniósł pytająco brew, a shinigami zarumieniła się. Spojrzała
szybko na niego. Mężczyzna niechętnie postawił ją na ziemi.
Poprawiła swój strój i przelotnie popatrzyła
na rany. Nie było po nich śladu, po za zaschniętą na ubraniu i
skórze krwią.
-
W takich momentach jak ten, naprawdę się cieszę, że nie jestem
demonem. - Szepnęła do siebie.
-
Wiesz… Jesteś głupia i nieodpowiedzialna.
-
Co żeś powiedział?! - Warknęła.
-
To, co słyszałaś. Dałaś się podejść i zranić. - Stwierdziła
stając przed nią.
-
Wcale, że nie! - Wykrzyknęła. Jak on śmiał tak twierdzić?!
-
Wcale, że tak! - Odpowiedział jej tym samym tonem.
-
Nie!
-
Tak!
-
Nie!
-
Tak!
-
Nie!
-
Tak!
-
Skończycie się łaskawie kłócić?! - Wtrącił się Ciel.
-
Tak. - Odparła czerwonowłosa, krzyżując ręce na piersiach.
-
Nie. - Zaprzeczył demon, patrząc na nią purpurowymi oczami.
-
Tak.
-
Nie.
-
Tak.
-
Nie.
-
Czy to ja nie miałam mówić „nie”?! - Odwróciła się od
niego, myśląc nad tym. Nastolatkowie popatrzyli po sobie i ciężko
westchnęli nad swoimi służącymi. Oboje wstali.
-
A skupiając się na ważniejszych kwestiach… - Zaczął
szarowłosy.
-
Jak my się stąd wydostaniemy? - Dokończyła Livenna.
-
Wystarczy, że przejdziemy przez lustro. - Stwierdził Sebastian,
jakby była to największa oczywistość na świecie. - A
przynajmniej mam taką nadzieję… - Końcówkę mruknął pod
nosem.
Anna
przewróciła oczami, ale mimo wszystko poszła za lokajem,
gdziekolwiek ich prowadził. I tak nie miała lepszego pomysłu, co
mogłaby zrobić. Brunet poprowadził ich wieloma krętymi uliczkami,
aż w końcu natrafili na dom, wyglądający na opuszczony. Tynk
odpadał ze ścian, parę okien było wybitych, a drzwi wyglądały
jakby miały zaraz wypaść z zawiasów. Demoniczny lokaj nawet nie
zdążył dotknąć drewna, z którego zrobione były drzwi, bo te od
razu się rozpadły, wzniecając chmurę kurzu i pyłu. Wszyscy
zasłonili usta i nosy, by się przed nią uchronić. Sebastian
trochę się rozejrzał po wnętrz, które tylko potwierdzało stan
budynku. Tapeta odrywająca się od ścian, pajęczyny w kątach,
kurz na każdym meblu, który nie był osłonięty.
-
Skąd wiesz, że tu będzie jakiekolwiek lustro? A raczej lustro,
które nie jest popękane i nadaje się jako przejście? - Spytała
sceptycznie shinigami, stając za nim.
-
Zgaduję. - Wzruszył ramionami, dalej się rozglądając. W pewnym
momencie zauważył odblask światła spod jednej z plandek,
stojących przy ścianie. Uśmiechnął się tryumfalnie, patrząc na
nią. - Znalazłem. - Nie skomentowała tego tylko szybko go minęła.
Podeszła
w odpowiednie miejsce. Szybkim ruchem zabrała materiał, wzniecając
kolejną chmurę kurzu. Zaczęła kaszleć, a koło niej przebiegł
pająk. Pisnęła głośno i odskoczyła, wpadając jednocześnie na
Sebastiana. Kuzynostwo popatrzyło na nią,
ale zaraz podeszło do lustra.
-
Coś się stało?
-
T-tam był pająk… - Wykrztusiła ,
bardziej blada niż zwykle. - J-jak ja nie
znoszę tych--
-
Ktoś się boi małych pajączków? -
Zakpił z uśmiechem.
-
Pieprz się. - Warknęła na tyle głośno, by tylko on ją usłyszał.
-
A co to za słownictwo? Kobiecie nie przystoi.
-
Gdybyś mieszkał przez dziewięćdziesiąt procent swojego życia z
szóstką facetów w jednym mieszkaniu, pracował z kolejną
osiemdziesiątką i przyjaźnił jedynie z czwórką dziewczyn, to
też byś potrafił przeklinać. - Fuknęła. Przełknęła ślinę i
ponownie podeszła do nastolatków. Wyciągnęła chusteczkę z
kieszeni sukienki i przetarła brudną powierzchnię zwierciadła.
-
Jak mam dostać się z powrotem? - Spytała cicho blondynka.
-
W ten sposób. - Odpowiedziała jej shinigami, złapała ją za rękę
i pociągnęła za sobą w stronę tafli lustro. - Widzimy się po
drugiej stronie! - Krzyknęła do Sebastiana i Ciela, a sama z
dziewczynką przekroczyła granicę między światami.
Znalazły
się ponownie w pokoju w zajeździe, z którego wyruszali. Po chwili
koło nich pojawili się chłopacy. Nie czekając już na nic,
opuścili karczmę i wrócili do posiadłości Phantomhive.