Zamrugała
delikatnie, odzyskując powoli trzeźwość myślenia. Powoli
dochodziły do niej różne rzeczy z otoczenia. Przymknęła oczy,
wtulając twarz w materiał przed sobą. Nagle poczuła delikatne
pocałunki na swoich włosach. Gwałtownie otworzyła oczy i
spojrzała w górę. Napotkała zaskoczone spojrzenie Sebastiana.
Spłonęła ciemnym rumieńcem i odskoczyła od niego, uderzając
plecami o ścianę. Objęła się ramionami, uciekając od niego
wzrokiem.
- Co
się stało? - Wyszeptała cicho.
-
Zostaliśmy rozdzieleni, a ciebie dopadł urok tego miejsca. - Także
odwrócił wzrok od niej.
-
Roz-rozdzieleni...? Cholera! Wiedziałam, że tak to się skończy.
Co my mamy teraz zrobić?! Panicz i panienka są gdzieś i wątpię,
by było dobrze z nimi dobrze. - Zaczęła wyrzucać z siebie kolejne
słowa z dużą szybkością.
Demon
się zirytował i zrobił jedyną rzecz, jak przychodziła mu do
głowy. Złapał ją za ramiona, przyciągnął do siebie i wpił się
gwałtownie w jej wargi. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
-
S-Sebas... - Pisnęła zaskoczona, ale mężczyzna wykorzystał to,
że miała otwarte usta i wepchnął w nie swój język.
Przeraziła
się, czując jak jego język badał jej podniebienie, zaczepiając
jej język. Niepewnie zamknęła oczy i oddała pieszczotę. Jedna
chwila zapomnienia. Jedna chwila przyjemności. Szybko otworzyła
oczy, orientując się co robi. Po chwili po uliczce rozległ się
głośny trzask. Dziewczyna, po raz trzeci w ciągu ich znajomości,
spoliczkowała go. Zakryła pięścią usta i pokaźny rumieniec na
twarzy.
-
Jak... Jak śmiałeś... - Warknęła. - Czy ty zdajesz sobie sprawę
z tego, co zrobiłeś?
Przemilczał
jej pytanie. Wyjrzał ostrożnie za róg budynku. Złapał ją mocno
za nadgarstek i pociągnął za sobą, wychodząc na pustą ulicę.
-
Idziemy.
-
Mogę iść sama. - Spróbowała wyrwać dłoń z jego uścisku, ale
ten był bardziej niż żelazny. - Nie traktuj mnie jak dziecka! -
Dodała z wyrzutem.
-
Zachowujesz się i wyglądasz jak dziecko, więc będę cię tak
traktować. - Spojrzał na jej biust. - Chociaż nie. Cofam to
ostatnie.
Zarumieniała
się i spuściła wzrok na ziemię. Pozwoliła poprowadzić się
między budynkami. W końcu wyszli na duży, otwarty plac. Shinigami
rozejrzała się uważnie po okolicy. Dookoła kamiennego placu stało
parę kamienic o pustych oknach. Część szyb była zbita i zabita
dechami. Czerwonowłosa ruszyła powoli przed siebie, ale mężczyzna
zaraz pociągnął ją ku sobie. Spojrzeli na siebie na co demon
pokręcił przecząco głową i wyszedł przed nią. Nagle wylądowała
przed nimi biała postać. Kobieta, o białych włosach w sukience
jakby zrobionej z piór, uśmiechnęła się do nich podstępnie.
Zaśmiała się głośno, a za nią pojawił się białowłosy
mężczyzna.
-
Brawo Vivi. - Wyszedł do przodu, mierząc wzrokiem parę przed nim.
- Nieźle to wymyśliłaś.
-
Zrobiłam to tylko ten jeden raz. - Warknęła, odwracając się i
otwierając duże skrzydła. - Następnym razem skończy się to dla
ciebie znacznie gorzej. - Wzbiła się wysoko w powietrze i zniknęła
gdzieś w chmurach.
-
Anioły... - Mruknęła Anna, przeklinając na czym świat stoi.
- W
końcu się spotykamy. - Wzrok anioła skupił się na niej,
zlustrował ją wzrokiem i oblizał powoli wargi. - Nie zmieniłaś
się przez te 50 lat.
Shinigami
cofnęła się odruchowo o krok, ale szybko skarciła się w myślach.
Miała być silna i niczego się nie bać. Nie może sobie pozwolić
na słabość czy ucieczkę. Musiała udowodnić, że jest prawdziwym
Bogiem Śmierci, że nie jest od nikogo gorsza. Odetchnęła głęboko
i wyswobodziła dłoń z uścisku lokaja. Zdjęła wstążkę z
włosów, okręciła nią wokół dłoni, a ta zmieniła się w
srebrny miecz. Jej Kosa Śmierci. Jej najpotężniejsza broń. Wyszła
przed demona i przyjęła pozycję obronną, czekając na jego
następny ruch.
-
Wiedz, że nie zawaham się walczyć. - Warknęła.
-
Nie przyszedłem to walczyć, a na pewno nie z tobą moja droga. -
Obrzucił pogardliwym spojrzeniem bruneta.
Dziewczyna
prychnęła cicho, wyskakując do przodu. Niebieskooki, z lekką
irytacją unikał jej ataków. Jak ona mogła go atakować?! Przecież
prawdziwy wróg stoi za nią. Nie podobało mu się, że to on jest
jej celem. Prawie niedostrzegalnym ruchem, wyciągnął swój miecz i
naciął głęboko jej ramię. Upuściła broń i szybko się
odsunęła. Nie mogła złapać oddechu, a płynąca z rany krew
zabarwiała jej koszulę na czerwono. Doskoczył do niej, wysunął
ukryty sztylet i wbił go w jej brzuch. Z rany trysnęła posoka, a
dziewczyna osunęła się na kolana. Zakrztusiła się własną
krwią, szkarłatna strużka popłynęła po jej brodzie. Anioł
zacmokał z dezaprobatą.
-
Wtedy wydawałaś się silniejsza, - Złapał ją za brodę, by na
niego spojrzała. - ale i tak cię chcę. Jesteś. Tylko. Moja.
Otworzyła
szerzej oczy, rozumiejąc parę spraw. Białowłosy mężczyzna
zbliżył się do niej. Ich nosy się stykały, a wargi dzieliły
milimetry. Na sekundy przed pocałunkiem, poczuła zimne dłonie na
swojej talii. Krzyknęła cicho z bólu, który powoli przejmował
jej ciało. Powoli zaczęła tracić przytomność. W tym samym
momencie lokaj odepchnął anioła od niej, szybko ją złapał nim
upadła i wziął ją na ręce.
-
Nie waż się jej dotykać. - Wysyczał niebieskooki z nienawiścią
w głosie. - Ona do ciebie nie należy.
-
Tym bardziej do ciebie. - Warknął demon, łapiąc mocniej
dziewczynę. Bezgłośnie jęknęła z bólu. - Nie zbliżaj się do
niej. - Minął skrzydlatego mężczyznę i poszedł jedną ze
ścieżek. Musiał szybko ją stąd wydostać. Tylko tyle się teraz
dla niego liczyło...