wtorek, 22 grudnia 2015

Część 1: Rozdział 6

Zamrugała delikatnie, odzyskując powoli trzeźwość myślenia. Powoli dochodziły do niej różne rzeczy z otoczenia. Przymknęła oczy, wtulając twarz w materiał przed sobą. Nagle poczuła delikatne pocałunki na swoich włosach. Gwałtownie otworzyła oczy i spojrzała w górę. Napotkała zaskoczone spojrzenie Sebastiana. Spłonęła ciemnym rumieńcem i odskoczyła od niego, uderzając plecami o ścianę. Objęła się ramionami, uciekając od niego wzrokiem.
- Co się stało? - Wyszeptała cicho.
- Zostaliśmy rozdzieleni, a ciebie dopadł urok tego miejsca. - Także odwrócił wzrok od niej.
- Roz-rozdzieleni...? Cholera! Wiedziałam, że tak to się skończy. Co my mamy teraz zrobić?! Panicz i panienka są gdzieś i wątpię, by było dobrze z nimi dobrze. - Zaczęła wyrzucać z siebie kolejne słowa z dużą szybkością.
Demon się zirytował i zrobił jedyną rzecz, jak przychodziła mu do głowy. Złapał ją za ramiona, przyciągnął do siebie i wpił się gwałtownie w jej wargi. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- S-Sebas... - Pisnęła zaskoczona, ale mężczyzna wykorzystał to, że miała otwarte usta i wepchnął w nie swój język.
Przeraziła się, czując jak jego język badał jej podniebienie, zaczepiając jej język. Niepewnie zamknęła oczy i oddała pieszczotę. Jedna chwila zapomnienia. Jedna chwila przyjemności. Szybko otworzyła oczy, orientując się co robi. Po chwili po uliczce rozległ się głośny trzask. Dziewczyna, po raz trzeci w ciągu ich znajomości, spoliczkowała go. Zakryła pięścią usta i pokaźny rumieniec na twarzy.
- Jak... Jak śmiałeś... - Warknęła. - Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś?
Przemilczał jej pytanie. Wyjrzał ostrożnie za róg budynku. Złapał ją mocno za nadgarstek i pociągnął za sobą, wychodząc na pustą ulicę.
- Idziemy.
- Mogę iść sama. - Spróbowała wyrwać dłoń z jego uścisku, ale ten był bardziej niż żelazny. - Nie traktuj mnie jak dziecka! - Dodała z wyrzutem.
- Zachowujesz się i wyglądasz jak dziecko, więc będę cię tak traktować. - Spojrzał na jej biust. - Chociaż nie. Cofam to ostatnie.
Zarumieniała się i spuściła wzrok na ziemię. Pozwoliła poprowadzić się między budynkami. W końcu wyszli na duży, otwarty plac. Shinigami rozejrzała się uważnie po okolicy. Dookoła kamiennego placu stało parę kamienic o pustych oknach. Część szyb była zbita i zabita dechami. Czerwonowłosa ruszyła powoli przed siebie, ale mężczyzna zaraz pociągnął ją ku sobie. Spojrzeli na siebie na co demon pokręcił przecząco głową i wyszedł przed nią. Nagle wylądowała przed nimi biała postać. Kobieta, o białych włosach w sukience jakby zrobionej z piór, uśmiechnęła się do nich podstępnie. Zaśmiała się głośno, a za nią pojawił się białowłosy mężczyzna.
- Brawo Vivi. - Wyszedł do przodu, mierząc wzrokiem parę przed nim. - Nieźle to wymyśliłaś.
- Zrobiłam to tylko ten jeden raz. - Warknęła, odwracając się i otwierając duże skrzydła. - Następnym razem skończy się to dla ciebie znacznie gorzej. - Wzbiła się wysoko w powietrze i zniknęła gdzieś w chmurach.
- Anioły... - Mruknęła Anna, przeklinając na czym świat stoi.
- W końcu się spotykamy. - Wzrok anioła skupił się na niej, zlustrował ją wzrokiem i oblizał powoli wargi. - Nie zmieniłaś się przez te 50 lat.
Shinigami cofnęła się odruchowo o krok, ale szybko skarciła się w myślach. Miała być silna i niczego się nie bać. Nie może sobie pozwolić na słabość czy ucieczkę. Musiała udowodnić, że jest prawdziwym Bogiem Śmierci, że nie jest od nikogo gorsza. Odetchnęła głęboko i wyswobodziła dłoń z uścisku lokaja. Zdjęła wstążkę z włosów, okręciła nią wokół dłoni, a ta zmieniła się w srebrny miecz. Jej Kosa Śmierci. Jej najpotężniejsza broń. Wyszła przed demona i przyjęła pozycję obronną, czekając na jego następny ruch.
- Wiedz, że nie zawaham się walczyć. - Warknęła.
- Nie przyszedłem to walczyć, a na pewno nie z tobą moja droga. - Obrzucił pogardliwym spojrzeniem bruneta.
Dziewczyna prychnęła cicho, wyskakując do przodu. Niebieskooki, z lekką irytacją unikał jej ataków. Jak ona mogła go atakować?! Przecież prawdziwy wróg stoi za nią. Nie podobało mu się, że to on jest jej celem. Prawie niedostrzegalnym ruchem, wyciągnął swój miecz i naciął głęboko jej ramię. Upuściła broń i szybko się odsunęła. Nie mogła złapać oddechu, a płynąca z rany krew zabarwiała jej koszulę na czerwono. Doskoczył do niej, wysunął ukryty sztylet i wbił go w jej brzuch. Z rany trysnęła posoka, a dziewczyna osunęła się na kolana. Zakrztusiła się własną krwią, szkarłatna strużka popłynęła po jej brodzie. Anioł zacmokał z dezaprobatą.
- Wtedy wydawałaś się silniejsza, - Złapał ją za brodę, by na niego spojrzała. - ale i tak cię chcę. Jesteś. Tylko. Moja.
Otworzyła szerzej oczy, rozumiejąc parę spraw. Białowłosy mężczyzna zbliżył się do niej. Ich nosy się stykały, a wargi dzieliły milimetry. Na sekundy przed pocałunkiem, poczuła zimne dłonie na swojej talii. Krzyknęła cicho z bólu, który powoli przejmował jej ciało. Powoli zaczęła tracić przytomność. W tym samym momencie lokaj odepchnął anioła od niej, szybko ją złapał nim upadła i wziął ją na ręce.
- Nie waż się jej dotykać. - Wysyczał niebieskooki z nienawiścią w głosie. - Ona do ciebie nie należy.
- Tym bardziej do ciebie. - Warknął demon, łapiąc mocniej dziewczynę. Bezgłośnie jęknęła z bólu. - Nie zbliżaj się do niej. - Minął skrzydlatego mężczyznę i poszedł jedną ze ścieżek. Musiał szybko ją stąd wydostać. Tylko tyle się teraz dla niego liczyło...